Jak już pisaliśmy, w Górach Sowich giną muflony. Pisał już o tym regionalne portale http://www.naszesudety.pl/index.php/files/artykuly/index.php?p=artykulyShow&iArtykul=7057.
Jak już jednak wspomnieliśmy, oficjalnie, te sympatyczne zwierzęta są zagryzane przez dzikie psy. Prawda jest jednak inna. Na 5 zagryzionych zwierząt tylko jedno miało ślad psich zębów. Reszta miała nie tylko przegryzione krtanie i rozszarpane boki, ale przede wszystkim złamane kręgi szyjne ( czyt. skręcony kark ). Jak wiadomo dziki pies raczej nie da rady złamać kręgów szyjnych przy pomocy szczęki, a już tym bardziej własnych łap. Poza tym, najdziwniejsze, wszystkie cztery sztuki nie były rozszarpane celem pożarcia, ale
pozbawione płynów. „ Wyglądały jak zwierzęce wydmuszki” - opowiadał nam zaprzyjaźniony myśliwy, który wraz z leśniczym i kilkoma ludźmi usuwali padlinę - „ jakby ktoś je wyssał, nie było w nich praktycznie krwi. Sama skóra, kości i wyschłe mięso”. Co ciekawe, inne zwierzęta padlinożerne, nie ruszały tych zewłoków choć było wokół nich widać ślady lisów czy ( sic!!) dzikich psów.
Czyżby historia Hermana von Piltzke była prawdziwa??